Węgiel i woda, czyli o dwóch roździeńskich kopalniach

1
996
views
Pola górnicze kopalń „Luisensglück” i „Guter Traugott” na mapie z początków XX wieku
Pola górnicze kopalń „Luisensglück” i „Guter Traugott” na mapie z początków XX wieku

„Oberdorf” – „Górna Wieś” – Borki, okolice cmentarza ewangelickiego, kościoła na Burowcu… Królestwo naszych rolników i działkowców. Potoczna (choć zapomniana już) nazwa tych miejsc dobrze oddaje ich charakter. Tu można poobcować z naturą – i tą ujarzmioną przez człowieka, i tą dziką. To „wiejskie” (i sielskie) oblicze naszej obecnej dzielnicy Katowic przypomina o jej historii, o czasach, gdy źródłem utrzymania Ślązaków była praca na roli. To „wiejskie” oblicze przypomina też o paradoksach dziejów Roździenia i Szopienic. Bo chyba niewiele osób, przechadzających się po malowniczych terenach (czy zdążających na Bagier) ma świadomość, że ogląda krajobraz… poprzemysłowy. Tam, gdzie dzisiaj rozpościerają się „pola malowane zbożem rozmaitem” w I poł. XIX wieku wyrosły szyby kopalń „Guter Traugott” („Dobry Traugott”) i „Luisensglück” („Szczęście Luizy”). Ich dzieje są tak dramatyczne, jak dramatyczne są dzieje naszej miejscowości.

Początek XIX wieku. Roździeń to typowa wieś, zamieszkiwana głównie przez chałupników i zagrodników. W dwóch pierwszych dekadach tego stulecia następuje gwałtowny wzrost ludności – od 1800 do 1817 roku powstają tu aż 33 nowe gospodarstwa. W kolejnych latach równie gwałtownie maleje liczba rolników. Wiele osób znajduje zatrudnienie w zakładach przemysłowych. Nie może to dziwić – gleby w okolicy nie należą do urodzajnych, dlatego uprawa pól nie przynosi spodziewanych dochodów. Pod warstwą ziemi oraz piasku w Roździeniu i Szopienicach odkrywa się prawdziwy skarb – złoża węgla. Zalegają one dość płytko. Wystarczy rozpocząć eksploatację. Założenie kopalni nie jest trudne – należy złożyć wniosek w Urzędzie Górniczym. Połowa udziałów przedsiębiorstwa przysługuje właścicielowi gruntu, połowa – wnioskodawcy. Udziały te, zwane kuksami (od śląskiego dialektyzmu, oznaczającego ‘kawałek’, ‘część’) mogą być potem sprzedawane.

23 października 1836 roku wniosek o utworzenie kopalni w rejonie „Oberdorfu” składa aptekarz z Mysłowic, Friedrich Wilhelm Fengler. Jego podanie pozostaje jednak nierozpatrzone. Ponownie o zgodę na eksploatację złóż w Roździeniu prosi Josef Heintze, mistrz murarski. Uzyskuje ją 7 lipca 1838 roku. Trzy lata później w „Luisensglück” powstaje szyb Jakub i rozpoczyna się fedrowanie. Urobek zostaje dowożony pod szyb za pomocą platform, które jadą po drewnianych torach. Na platformach ustawia się skrzynie z węglem, wydobywane na powierzchnię za pomocą kołowrotów. Węgiel kupują głównie pobliskie huty. Dochody z wydobycia dzielą między siebie: wspomniany już Josef Heintze, właściciel restauracji z Mysłowic – Traugott Knaut oraz Henrietta Fengler, wdowa po aptekarzu. „Szczęście Luizy” nie przynosi im jednak szczęścia. Nie przewidzieli, że będą musieli walczyć z wrogiem, wobec którego są całkowicie bezradni – WODĄ. To ona zalewa kolejne wyrobiska i korytarze kopalni. Bez zainstalowania nowych pomp, których koszt wyceniono na 20 tysięcy talarów, eksploatacja jest niemożliwa. Rozpoczyna się dramat zatrudnionych tu górników – ich żony, aby wyżywić dzieci, muszą prosić o pomoc krewnych. Wówczas wszystkie udziały w kopalni przejmuje Josef Heintze. Kryzys zostaje przezwyciężony dzięki jego przedsiębiorczości. Swoim wspólnikiem czyni on bowiem właściciela pobliskiej huty cynku „Paweł”, Fryderyka Edwarda von Löbbeckego. W 1847 roku przebity zostaje nowy szyb – Alter. W 1849 roku Heintze znajduje nowych nabywców węgla. Cenny materiał opałowy wysyła się koleją do Wrocławia i Raciborza. Na początku lat 70. XIX wieku „Szczęście Luizy” należy do grupy największych kopalń prywatnych na Górnym Śląsku. I wtedy przychodzi załamanie gospodarki. Udaje się je wprawdzie przetrwać (pomimo zmniejszonego wydobycia), ale po raz kolejny ludzie okazują się bezradni w walce z żywiołem – w 1894 roku woda z Rawy zalewa kopalnię. Eksploatacja ustaje.

W I poł. XIX wieku zostaje założona również druga kopalnia na terenie Roździenia – „Guter Traugott”. Oficjalna zgoda na rozpoczęcie eksploatacji jest wydana wiosną 1839 roku. Jej pola wydobywcze znajdują się nieco na wschód od złóż „Szczęścia Luizy”. Oba zakłady górnicze zresztą ze sobą współpracują – mają m.in. wspólne szyby odwadniające o nazwach: Grundmann i Friedrich. W obu prowadzi się wydobycie tą samą metodą. Właściciele obu kopalń stawiają też dla swoich pracowników domy – w każdym z nich mieszka 5 rodzin (przed wiekiem okolice ul. Morawa, gdzie obecnie znajduje się szpital geriatryczny, nazywano zresztą „Kolonią Traugott” („Traugott-Colonie”).

W II poł. XIX wieku roździeńskie kopalnie przyciągały badaczy. To tutaj prof. Ferdynand Römer, znany geolog i paleontolog, rektor Uniwersytetu Wrocławskiego, odkrył ciekawe okazy skamienielin. Poświęcił im artykuł w czasopiśmie niemieckiego związku geologicznego („Neuere Beobachtungen über das Vorkommen mariner Conchylien in dem oberschlesisch-polnischen Steinkohlengebirge” – 1866). W 1863 do Roździenia przybył ekspert górniczy z Wiednia, Antoni Rücker, który wnikliwie zanalizował sposób eksploatacji złóż. Efektem jego badań jest praca „Der Abbau der mächtigen Kohlenflötze auf Luisensglück- und Guter Traugott-Grube in preussisch Schlesien”, która została opublikowana w 1866 roku. W latach 80. przeprowadzono tu dodatkowe odwierty, aby dokładniej zbadać strukturę geologiczną terenu. Nurtującym badaczy pytaniem było oczywiście pochodzenie wody, która regularnie zalewała „Szczęście Luizy”.

Katastrofa w Roździeniu na fotografii Heinricha Berndta.
Katastrofa w Roździeniu na fotografii Heinricha Berndta.

Niestety, światową sławę kopalnia „Luisensglück” zyskała dopiero wtedy, gdy „Szczęście Luizy” (oraz kopalnia „Jerzy” w Dąbrówce Małej) stały się przyczyną… nieszczęścia. Niedostateczne zabezpieczenie wyrobisk spowodowało w 1897 roku katastrofę, o której donosiły gazety od Lwowa (por. „Gazeta Lwowska” z 12 czerwca 1897 roku) po… Australię (por. „Western Argus” z 29 lipca 1897 roku). Mieszkańcy zachodniej części Roździenia przeżyli „małą apokalipsę”. 3 czerwca 1897 roku usłyszeli dziwne dudnienie, poczuli, że grunt drży, a następnie zobaczyli pękające ściany ich mieszkań. Na skutek tąpnięcia Rawa wystąpiła z brzegów i zalała pobliskie budynki, w ziemi utworzyły się szczeliny, zostały zniszczone ulice, przestał działać wodociąg (zaopatrujący w wodę też Mysłowice), a kilkuset mieszkańców miejscowości zostało bez dachu nad głową. Koczowali na polach, oczekując pomocy. Przybyłe nocą wojsko otoczyło zniszczone budynki, pilnując opuszczonego dobytku. Bezdomnych przygarnęli przyjaciele oraz krewni z okolicznych… wiosek, to znaczy – Szopienic, Zawodzia i Dąbrówki Małej. Dzieci ewangelików i Żydów nie mogły uczyć się w dotychczasowych placówkach, znajdujących się w opłakanym stanie, dlatego przez jakiś czas uczęszczały – wraz z katolikami – do znajdującej się w centrum tzw. starej szkoły. Roździeńscy urzędnicy mieszkali zaś w…kolejowych wagonach, ustawionych pospiesznie na bocznicy. Zniszczenia były tak znaczne, iż redaktor „Gazety Lwowskiej” stwierdził: „Szkody, zrządzone przez katastrofę, wynoszą około 2 milionów marek; nie ulega wątpliwości, że Roździeń nie powstanie już z gruzów, odbudowanie bowiem miasteczka na tak niepewnym gruncie byłoby bezcelowem”. Jesienią 1897 roku „Katolik” donosił, że suma odszkodowań, które miały być wypłacone mieszkańcom miejscowości, wynosiła 360 tysięcy marek. Redaktorzy przyznawali, iż to kwota niewystarczająca, aby pokryć wszystkie straty. Gmina miała dodatkowo otrzymać 5 tysięcy, przeznaczonych na wykonanie „robót ziemnych przy wodociągach i mostach” oraz 10 tysięcy na regulację Rawy.

Trzy dekady później o dramatycznych wydarzeniach ludzie zdawali się zapominać. Postanowiono wznowić wydobycie w kopalni „Szczęście Luizy”. Początkowo eksploatacja węgla przynosiła zyski. Urobek wożono koleją wąskotorową do rampy w Roździeniu (podobnie jak z kopalni „Polska”, znajdującej się tuż przy granicy z Sosnowcem). Poczyniono nowe inwestycje, zelektryfikowano cały zakład i przebito dwa nowe szyby: wydobywczy oraz wentylacyjny. Jednak po raz kolejny „Szczęściu Luizy” zabrakło szczęścia. Kopalnię dotknął kryzys. Właściciele zalegali z wypłatami dla pracowników, pojawił się też projekt zaniechania eksploatacji, co w 1935 roku doprowadziło do strajku okupacyjnego i głodowego, relacjonowanego przez prasę lewicową. Uczestniczyły w nim 32 osoby ze 150-osobowej załogi. Ich protesty odniosły skutek. Syndyk upadłości zaoferował, że zapłaci długi zakładu. Wydobycie ruszyło ponownie. W 1938 roku jedynym właścicielem „Szczęścia Luizy” (która przejściowo nosiła nazwę „Jadwiga”) stał Chil Rechnic, który – po likwidacji dzierżawionych przez siebie małych kopalń w Dąbrowie Górniczej prowadził także młyn w Sławkowie. Nie zdobył on akceptacji załogi, podejrzliwe traktującej przedsiębiorcę spoza Śląska. Nie dane mu było także długo cieszyć się nabytkiem – 22 sierpnia 1939 roku kopalnia została zatopiona z powodu awarii głównej pompy. Po raz kolejny woda pokazała destrukcyjną siłę. Dziewięć dni później destrukcyjną siłę pokaże wojna.

W nowej, socjalistycznej rzeczywistości po 1945 roku nie zdecydowano się już na wznowienie eksploatacji, uznając ją za nieopłacalną. Teren, na którym działały „Guter Traugott” i „Luisensglück” ,stał się polem rezerwowym KWK „Siemianowice”.    W latach 1954-1967 wydobycie prowadziła jeszcze kopalnia upadowa „Borki”.

Przechadzając się polnymi ścieżkami, trudno dziś dostrzec ślady minionych czasów, choć dociekliwi badacze starają się określić lokalizację starych szybów, prochowni i dróg dojazdowych do „Szczęścia Luizy” i „Dobrego Traugotta”. Przeciętnego szopieniczanina nie interesuje węgiel, leżący jeszcze tu i ówdzie pod ziemią na rozległym obszarze między ulicami: Brynicy i Deszczową. Większości mieszkańców naszej miejscowości jej północne tereny kojarzą się z wodą – i to bynajmniej nie tą, która spowodowała zamknięcie kopalń, ale tą, która pojawiła się w miejscu dawnych wyrobisk piasku (również na skutek deformacji terenu z powodu szkód górniczych). Dzięki niej możemy przecież wypoczywać w zespole przyrodniczo-krajobrazowym „Szopienice – Borki”.

POST SCRIPTUM: Historia lubi jednak paradoksy. Lipiec 2014 roku. Wiceprezydent Katowic, Krystyna Siejna, odpowiada na wniosek Rady Jednostki Pomocniczej nr 15 w sprawie utwardzenia ulicy Kocura – od numeru 16 aż do jej ślepego zakończenia. Wyjaśnia, iż Urząd Miasta nie może przeprowadzić niezbędnych robót, bo właścicielem terenu jest… Gwarectwo Węglowe „Guter Traugott”.

Mapka Pola górnicze kopalń „Luisensglück” i „Guter Traugott” pochodzi ze strony: http://www.eksploratorzy.com.pl/viewtopic.php?f=21&t=8904&sid=7ea47ea42ae4ee8c3def0cb2fbfdd530&start=20

1 KOMENTARZ

  1. […] 3-4 czerwca 1897 roku w kopalni „Szczęście Luizy” zawaliło się wyrobisko. Powierzchnia ziemi obniżyła się o 4 metry. Podczas wstrząsów powstał rów pod domami, którym groziło zawalenie. Ludzie uciekali w popłochu. Efekty katastrofy były sensacją. Ciekawscy przybywali nawet z odległych dzielnic by zobaczyć zapadlisko.  Zobacz więcej w artykule -> Węgiel i woda, czyli o dwóch roździeńskich kopalniach […]

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here